Facet leci balonem i nagle konstatuje, ze kompletnie zgubił drogę. Wyłącza wiec palnik, obniża pułap i zauważa idącego w dole człowieka. Opuszcza balon jeszcze niżej i krzyczy do przechodnia: "Przepraszam! - czy może mi pan powiedzieć gdzie jestem?" Gość z dołu: "Oczywiście!!! Jest pan w balonie na ogrzane powietrze, szybuje pan na wysokości 100 m nad powierzchnia ziemi, w kierunku zachodnim." "Pan musi być informatykiem" - odkrzyknął baloniarz. "Zgadza się" - słychać z dołu - "jak pan na to wpadł?" "To proste," - krzyczy baloniarz - "wszystko co pan mi odpowiedział jest absolutna prawda z technicznego punktu widzenia. Ale jest zupełnie bezwartościowe dla znalezienia wyjścia z mojej sytuacji." Na to gość z dołu: "A pan pewnie jest prezesem zarządu?" "To prawda" - odpowiada baloniarz - "a pan jak do tego doszedł?" "To jeszcze prostsze" - krzyczy facet - "nie wie pan gdzie pan jest, nie wie pan dokąd pan zmierza, ale wymaga pan ode mnie skutecznej pomocy. Jest pan w tym samym miejscu, gdzie pan był przed naszym spotkaniem, z tym ze teraz jest to już wyłącznie moja wina."